Kryptozoologia
 
Obecny czas: 22 Lis 2017, 09:27

Wszystkie czasy w strefie UTC






Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 18 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: Yeti z Kemerowa
PostWysłany: 04 Gru 2011, 19:35 
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Lip 2006, 18:55
Posty: 1113
Miejscowość: Konin
http://www.youtube.com/watch?v=_pG0Fr625Xw

Cytuj:
Tym razem Wojciech Grzelak, znawca Rosji, pisarz i podróżnik, w swej audycji "Z Ałtaju widać więcej" zaprezentuje nam historię o poszukiwaniach rosyjskiego Yetiego mającego zamieszkiwać Górną Szorię...


Zgłoś ten post
 Profil 
 
 Temat postu: Re: Yeti z Kemerowa
PostWysłany: 31 Lip 2015, 16:03 
Średnio zaawansowany
Średnio zaawansowany

Rejestracja: 01 Lut 2015, 13:54
Posty: 85
Wczoraj oglądałem film "Zagadka rosyjskiego yeti" na Animal Planet i byłem zszokowany rozmiarami kitu, wciskanego jawnie widzom. Nie chodzi mi o sam wypadek śmierci w tajemniczych okolicznościach 9 studentów w 1959 r. i inne relacje dotyczące tego zwierzęcia, tylko o ewidentną, obliczoną na wywołanie sensacji nierzetelność przy okazji prób spotkania tego zwierzęcia przez filmowców. Oczywiście, rzuca ona cień także na pozostałą treść filmu, której z logicznego i przyrodniczego punktu widzenia można niewiele zarzucić.

Filmowcy najpierw spędzili noc w jaskini, w której najczęściej widuje się to zwierzę. Otóż jeśli zwierzę jest widywane najczęściej w jakiejś swojej kryjówce, to znaczy to też, że ono tam widuje ludzi. Czyli nie ma tam spokoju, nie czuje się bezpiecznie i musi się stamtąd wynieść, szczególnie, że jest to stworzenie płochliwe i ogólnie unikające człowieka - inaczej dawno już by je sklasyfikowano. Takie miejsce może być więc najwyżej BYŁĄ kryjówką. Oni zaś znaleźli jakieś świeże podobno legowisko. Twierdzili przy tym, że w jaskini tej nie ma legowisk niedźwiedzia, który jakoby nie zimuje w jaskiniach. To chyba specjalność Uralu, bo w Karpatach jak najbardziej zimuje; sprawa mocno dziwna, bo właśnie w takim surowym klimacie jaskinie są pożądanym miejscem snu zimowego - ze względu na stałą temperaturę.
Później, oczywiście, usłyszeli głos zwierzęcia. Ciekawe, że nie pokazali rano żadnych jego tropów, a była to zima - czyżby umiało fruwać?
Dowiadywaliśmy się też przy okazji o hibernacji yeti (małpy człekokształtnej, polującej zimą!!!), choć może to być tylko nieudolność tłumaczenia, częsta niestety wśród współczesnych dziennikarzy. Jest zresztą w filmie też sporo innych niezręcznych sformułowań i opisów, mających podbudować dramaturgię, ale tak naprawdę podważających wiarygodność.
Potem pojechali w miejsca śmierci dziewiątki turystów i pod eskortą myśliwego usiłowali zwabić małpoluda padliną, a potem sprowokować odpalaniem rac, wiedząc, że wybuchy i błyski wyprowadzają go z równowagi. Oczywiście, znów na zawołanie usłyszeli głos, a dodatkowo znaleźli upolowanego jelenia (nie pokazali żadnego dobrego zdjęcia tego zwierzęcia). No proszę, przez setki lat nie udało się zwierzęcia sklasyfikować, a ci raz za razem mają dwa spotkania... :D

Relacje mówią, że yeti z Zachodniej Syberii wydaje donośny, groźnie brzmiący gwizd. To, co "zarejestrowała" ekipa filmowa, brzmiało raczej jak ni to jęk, ni to ryk. Czyli znów się nie zgadzało.

Jedyny wyjątek w spójności i logice treści ściśle merytorycznej - to to, że twierdzi się, że zwierzę atakuje człowieka wyłącznie "przyparte do muru". Tymczasem relacje wskazują raczej, że może ono nie tylko prześladować ludzi jako konkurentów, ale wręcz polować na nich dla mięsa. Świadczy o tym wyrwany i zgodnie z obyczajem gatunku zjedzony język zabitej turystki. Zwierzę, które atakuje wyłącznie gdy samo czuje się zagrożone, nie będzie też stale szło za grupą - to jest typowe zachowanie łowieckie, jak wilki idące za stadem bizonów i czekające, aż słabszy osobnik się oddzieli. Nie jest to zachowanie konkurencyjne - w takim wypadku zwierzę zamanifestowałoby ludziom swoją wielkość i siłę, a gdyby wycofali się, dałoby im spokój. Przynajmniej o ile nie rzuciliby się do panicznej ucieczki, budząc w nim łowiecki instynkt pogoni i zabijania. Nie może tu też chodzić o samą tylko ciekawość, ponieważ trwało to zbyt długo i oznaczało zbyt duże wydatki energetyczne.
Ten wyjątek prawdopodobnie należy złożyć na karb modnej dziś idealizacji przyrody.

Jeśli chodzi o samą śmierć turystów, to zastanawiają mnie motywacje zwierzęcia. Wygląda na to, że ich goniło i zabijało jednego po drugim, gdy się rozproszyli, a to jest mało prawdopodobne. Jeśli atak został dokonany pod wpływem rozdrażnienia bliskim upadkiem rakiety (w pobliżu wojsko przeprowadzało taki eksperyment), to reakcja zwierzęcia miała charakter emocjonalny, nie "wyrozumowany" i raczej należało się spodziewać dopadnięcia jednej ofiary i "wyżywania" się na niej, gdy pozostałe mogły uciec.
Zastanawiam się, czy cała sprawa nie mogła mieć związku z próbami rakietowymi - czy turyści nie widzieli zbyt dużo i nie zostali zabici przez pilnującą terenu jednostkę KGB, która upozorowała śmierć wywołaną przez zwierzę, korzystając z powszechnego przekonania, że małpoludy zamieszkują właśnie tę okolicę. Bo mi same okoliczności śmierci wskazują bardziej na likwidację świadków, niż atak furii małpoluda. Co prawda, to było już po końcu stalinizmu, kiedy już nie szafowano tak rozrzutnie ludzkim życiem, ale możliwe, że do niektórych ten fakt nie dotarł. Szczególnie, że nie było łatwo udowodnić im winę. Wiadomo, że wojsko było nieoficjalnie na miejscu tragedii przed ekipą poszukiwawczą.

Tak na marginesie, wydawania głośnego gwizdu poza okresem godowym i fakt, że yeti reaguje agresją na wydawanie tego dźwięku przez ludzi wskazują, że jest to głos terytorialny - podobnie, jak np. śpiew ptaków. Czyli yeti, mimo ogólnego unikania przez niego sąsiedztwa ludzi, przywabić jest bardzo łatwo - właśnie gwizdem. Można umieścić na drzewie nadajnik z nagraniem gwizdu, a obok kamerę i w ten sposób sfilmować małpoluda z bliska. Dziwne, że nikt na to nie wpadł :o .

Dodam jeszcze, że czytałem wspomnienia jednego z członków wzmiankowanej w filmie ekspedycji sowieckiej, która poszukiwała yeti - zostały one przetłumaczone na Polski i wydane w Polsce. Ekspedycja poszukiwała yeti w Pamirze. W filmie twierdzą tylko, że raportu z niej nie opublikowano - ale w rzeczywistości wiadomo, że rezultat był negatywny. Wygląda to tak, jakby podawano informacje wybiórczo, nie chcąc psuć nastroju widzów faktami :( .


Zgłoś ten post
 Profil 
 
 Temat postu: Re: Yeti z Kemerowa
PostWysłany: 31 Lip 2015, 16:32 
Zaawansowany
Zaawansowany
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Sie 2012, 16:39
Posty: 247
Zaraz, zaraz, czy ta śmierć dziewięciu turystów, to incydent na przełęczy Diatłowa? Informuję uprzejmie, że nie ma cienia dowodu na to, że w tej tragedii brał udział jakikolwiek ałmas, a już przypisywanie małpoludom wyrywania i pożerania języków "zgodnie z obyczajem gatunku" to już w ogóle jakiś kosmos jest.


Zgłoś ten post
 Profil 
 
 Temat postu: Re: Yeti z Kemerowa
PostWysłany: 31 Lip 2015, 16:44 
Średnio zaawansowany
Średnio zaawansowany

Rejestracja: 01 Lut 2015, 13:54
Posty: 85
Tak, chodzi o wyprawę Diatłowa. Mówię na podstawie filmu. Tam specjalista od tego zwierzęcia twierdził, że ono ma upodobanie do delikatnych partii mięsa zdobyczy, m. in. do języków jelenich. Dowody na udział w tragedii małpoluda, które pokazywano, to notatki (w tym fotograficzne - człekopodobna postać na jednym ze zdjęć), duże tropy podobne do ludzkich i to, że teren ten jest uważany za miejsce występowania małpoludów i że miejscowa ludność przypisuje im ataki na ludzi.
Chyba, że cały film od początku do końca jest mistyfikacją.

Jeszcze mam dwie uwagi:
- yeti szedł za turystami w celach łowieckich całymi kilometrami, a potem tylko zjadł język jednej turystce? To wbrew zasado ekonomii łowieckiej,
- turyści posłużyli się nożami, żeby porozcinać namiot i móc obserwować las, gdzie krył się małpolud, a potem uciec z namiotu, ale walczyli z bestią, o ile w ogóle, gołymi rękami? Przecież to nonsens, w takich sytuacjach człowiek nie wypuszcza z ręki noża.
To wszystko wygląda mocno podejrzanie i zdaje się pasować do wersji, że zbrodni dokonały służby, a potem się zorientowano, że w tych czasach to już nie ujdzie płazem i zatuszowano mord, pozorując atak zwierzęcia.


Zgłoś ten post
 Profil 
 
 Temat postu: Re: Yeti z Kemerowa
PostWysłany: 31 Lip 2015, 19:01 
Zaawansowany
Zaawansowany

Rejestracja: 06 Lip 2013, 18:59
Posty: 262
Miejscowość: Przemyśl/ Kosienice
Była też hipoteza, że to jakieś syberyjskie plemię wymordowało turystów. Stawiał bym właśnie na to, ewentualnie na wojskowych. Macie też rację w tym, że niewiele wskazuje na ałmasa, chyba że to nie zwierze a "człowiek" i posiada ludzką inteligencję, a turystów zabił nie w celach łowieckich czy w ramach obrony, tylko dla zwyczajnej uciechy.


Zgłoś ten post
 Profil 
 
 Temat postu: Re: Yeti z Kemerowa
PostWysłany: 01 Sie 2015, 14:18 
Zaawansowany
Zaawansowany
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Sie 2012, 16:39
Posty: 247
Ja bym stawiała na hipotermię, odpowiedzialnością za brak języka i oczu u jednej ze zmarłych obciążając drobne drapieżniki typu kuna, czy łasica. Język i oczy wyjeść najłatwiej, toteż w padlinie są spożywane jako pierwsze, stąd też może brakujące języki u padłych jeleni, przypisywane działalności ałmasów.

Jedyną zagadką w tragedii grupy Diatłowa jest to, co tak bardzo ich przeraziło, że wyskoczyli z namiotu na skróty, przecinając ścianę, a potem bali się wrócić po odzież i zapasy.


Zgłoś ten post
 Profil 
 
 Temat postu: Re: Yeti z Kemerowa
PostWysłany: 30 Sie 2015, 13:50 
Średnio zaawansowany
Średnio zaawansowany

Rejestracja: 01 Lut 2015, 13:54
Posty: 85
Z tymi językami to racja, tylko trzeba w takim razie porównać częstotliwość znajdowania padliny bez języków na terenach z domniemanymi małpoludami i bez. A druga sprawa, że tam były też silne uszkodzenia ciała, jakieś pogruchotane kości żeber, o ile pamiętam. Tego drobne drapieżniki nie spowodują. Możliwe, że ktoś się połamał, spadając skądś w czasie ucieczki, ale to się raczej łatwo da odróżnić od skutków pobicia.
Akurat przyczynę panicznej ucieczki ten film wskazuje - były nią próby rakietowe. Odbywały się w totalnej głuszy, gdzie studenci się ich nie spodziewali, nie na żadnym poligonie. Tak więc mogli sobie pomyśleć, że to UFO, koniec świata, cokolwiek.


Zgłoś ten post
 Profil 
 
 Temat postu: Re: Yeti z Kemerowa
PostWysłany: 01 Wrz 2015, 00:41 
Zaawansowany
Zaawansowany
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Sie 2012, 16:39
Posty: 247
Traper Bemowski napisał(a):
A druga sprawa, że tam były też silne uszkodzenia ciała, jakieś pogruchotane kości żeber, o ile pamiętam. Tego drobne drapieżniki nie spowodują. Możliwe, że ktoś się połamał, spadając skądś w czasie ucieczki, ale to się raczej łatwo da odróżnić od skutków pobicia.


Owszem, jednak na ciałach brakowało śladów wskazujących na pobicie właśnie. Żadnych sińców i wybroczyn, żadnych ran tłuczonych, typowych dla pobicia. Do tego ciała Thibeaux-Brignollesa (uszkodzenia czaszki), Dubininy i Zołotariewa (połamane żebra) znaleziono w jarze, czy też rozpadlinie. Łatwo sobie wyobrazić, że spanikowani ludzie, biegnący w egipskich ciemnościach, bo cały sprzęt został w namiocie, latarki też, mogli nie zauważyć jaru i do niego wpaść, z impetem spotęgowanym szybkością, z jaką się przemieszczali.

Cytuj:
Akurat przyczynę panicznej ucieczki ten film wskazuje - były nią próby rakietowe. Odbywały się w totalnej głuszy, gdzie studenci się ich nie spodziewali, nie na żadnym poligonie. Tak więc mogli sobie pomyśleć, że to UFO, koniec świata, cokolwiek.


Próby rakietowe nie odbywały się raczej w namiocie pechowych studentów, prawda? A ich zachowanie wskazuje na to, że to, co uznali za zagrożenie znajdowało się w bezpośredniej bliskości namiotu, konkretnie zaś od strony wejścia. Gdyby coś im świeciło nad głową, nie mieliby oporów przed wyskoczeniem na zewnątrz wejściem, woleli natomiast rozciąć ścianę i tak się ewakuować. Co więcej, mimo, że opuścili namiot w stanie totalnego odzieżowego dezabilu, nie odważyli się tam wrócić po odzież i zapasy, chociaż to była kwestia życia lub śmierci. A więc to, co uznali za zagrożenie wciąż musiało się przy namiocie znajdować.


Zgłoś ten post
 Profil 
 
 Temat postu: Re: Yeti z Kemerowa
PostWysłany: 01 Wrz 2015, 10:54 
Zaawansowany
Zaawansowany

Rejestracja: 06 Lip 2013, 18:59
Posty: 262
Miejscowość: Przemyśl/ Kosienice
Może przesadzili z kwasem lub inną używką? W końcu to studenci.


Zgłoś ten post
 Profil 
 
 Temat postu: Re: Yeti z Kemerowa
PostWysłany: 01 Wrz 2015, 15:42 
Zaawansowany
Zaawansowany
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Sie 2012, 16:39
Posty: 247
BiGi napisał(a):
Może przesadzili z kwasem lub inną używką? W końcu to studenci.


I cała dziewiątka miała identyczne halucynacje?


Zgłoś ten post
 Profil 
 
 Temat postu: Re: Yeti z Kemerowa
PostWysłany: 01 Wrz 2015, 19:06 
Zaawansowany
Zaawansowany

Rejestracja: 06 Lip 2013, 18:59
Posty: 262
Miejscowość: Przemyśl/ Kosienice
A gdzie jest napisane że miała? Każdy mógł wiedzieć coś innego na zewnątrz, w sumie to wystarczyła by jedna osoba z halucynacją, po specyfikach łatwo wpada się w panikę, to i zbiorowo mogło się przydarzyć. Ale po prawdzie to i ta teoria nie trzyma się kupy :-\


Zgłoś ten post
 Profil 
 
 Temat postu: Re: Yeti z Kemerowa
PostWysłany: 02 Wrz 2015, 15:01 
Zaawansowany
Zaawansowany
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Sie 2012, 16:39
Posty: 247
BiGi napisał(a):
A gdzie jest napisane że miała? Każdy mógł wiedzieć coś innego na zewnątrz, w sumie to wystarczyła by jedna osoba z halucynacją, po specyfikach łatwo wpada się w panikę, to i zbiorowo mogło się przydarzyć. Ale po prawdzie to i ta teoria nie trzyma się kupy :-\


Troszkę trudno mi uwierzyć, że wszyscy jak jeden mieli bad tripa i to jeszcze takiego wielogodzinnego, a przy tym jakimś cudem potrafili zachować zdolność logicznego myślenia (rozpalenie ogniska, zabieranie elementów odzieży tym, którzy umarli wcześniej).


Zgłoś ten post
 Profil 
 
 Temat postu: Re: Yeti z Kemerowa
PostWysłany: 03 Wrz 2015, 22:06 
Średnio zaawansowany
Średnio zaawansowany

Rejestracja: 01 Lut 2015, 13:54
Posty: 85
Wiedźma napisał(a):
Traper Bemowski napisał(a):
A druga sprawa, że tam były też silne uszkodzenia ciała, jakieś pogruchotane kości żeber, o ile pamiętam. Tego drobne drapieżniki nie spowodują. Możliwe, że ktoś się połamał, spadając skądś w czasie ucieczki, ale to się raczej łatwo da odróżnić od skutków pobicia.


Owszem, jednak na ciałach brakowało śladów wskazujących na pobicie właśnie. Żadnych sińców i wybroczyn, żadnych ran tłuczonych, typowych dla pobicia. Do tego ciała Thibeaux-Brignollesa (uszkodzenia czaszki), Dubininy i Zołotariewa (połamane żebra) znaleziono w jarze, czy też rozpadlinie. Łatwo sobie wyobrazić, że spanikowani ludzie, biegnący w egipskich ciemnościach, bo cały sprzęt został w namiocie, latarki też, mogli nie zauważyć jaru i do niego wpaść, z impetem spotęgowanym szybkością, z jaką się przemieszczali.

Tych szczegółów nie słyszałem. Natomiast była w filmie chyba mowa o zwłokach ludzi na hali górskiej, którzy zginęli w czasie walki. Może ten film zawierał jakieś ściemy, nastawione na sensację.

Cytuj:
Cytuj:
Akurat przyczynę panicznej ucieczki ten film wskazuje - były nią próby rakietowe. Odbywały się w totalnej głuszy, gdzie studenci się ich nie spodziewali, nie na żadnym poligonie. Tak więc mogli sobie pomyśleć, że to UFO, koniec świata, cokolwiek.


Próby rakietowe nie odbywały się raczej w namiocie pechowych studentów, prawda? A ich zachowanie wskazuje na to, że to, co uznali za zagrożenie znajdowało się w bezpośredniej bliskości namiotu, konkretnie zaś od strony wejścia. Gdyby coś im świeciło nad głową, nie mieliby oporów przed wyskoczeniem na zewnątrz wejściem, woleli natomiast rozciąć ścianę i tak się ewakuować. Co więcej, mimo, że opuścili namiot w stanie totalnego odzieżowego dezabilu, nie odważyli się tam wrócić po odzież i zapasy, chociaż to była kwestia życia lub śmierci. A więc to, co uznali za zagrożenie wciąż musiało się przy namiocie znajdować.

To rozcięcie ściany bym tłumaczył inaczej. Przez wejście do namiotu musieliby wychodzić kolejno, ale jeśli sobie dodatkowo rozcięli namiot, to mogli wyskoczyć równocześnie, zaskakując kogoś lub coś, co ich zdaniem na nich czatowało. Nikt nie był wyraźnie pierwszy, nikt nie był ostatni - ryzyko malało. Nie ulega raczej wątpliwości, że czegoś się obawiali. Z tego co pamiętam, otwory - zarówno obserwacyjne, jak i duży otwór wyjściowy - były wyłącznie od strony lasu. Czy zagrożenie było realne, inna sprawa. Wobec dużej ilości ściem, warto byłoby sprawdzić, czy zapiski o podążaniu śladem czegoś polującego na jelenie, że "Yeti istnieje" oraz zdjęcie człekopodobnej postaci w ogóle są autentyczne. Od strony lasu się spodziewali zagrożenia - ale też w tamtą stronę uciekli. Ja bym to wyjaśnił tak, że wybuchy przekroczyły granicę ich wytrzymałości nerwowej - stanowczo za dużo dla nich było tych niewytłumaczalnych zjawisk. Rzucili się na oślep w stronę osad ludzkich, zapominając, że są one zbyt daleko, by dało się tam dotrzeć, oraz uznając, że z czyhająca na nich domniemana bestia jest jednak mniej groźna - zwłaszcza, jeśli będzie mieć do czynienia z całą grupą ludzi.
Odnośnie tego, że nie wrócili po ubranie i zapasy, to rakieta miała chyba upaść stosunkowo blisko, więc mogli uznać, że przebywanie na otwartej przestrzeni jest niebezpieczne. A ponieważ z dwojga złego mniej się obawiali domniemanego potwora, woleli do namiotu nie wracać. Część spośród tych ludzi nie zdołała się w ogóle zbytnio oddalić od niego, bo znaleziono ich na kraju lasu albo jeszcze wcześniej. Nie bardzo wierzę w hipotermię w tej sytuacji. Jeszcze na płaskim terenie, gdzie człowiek może kręcić się dłuższy czas w kółko - owszem. Śnieżycy chyba wtedy nie było.
Powiem Wam, że byłem kiedyś w podobnej sytuacji - nocą w zimowym lesie, sam z panikującą osobą. Nie do wiary, jak takie głupie emocje udzielają się człowiekowi :twisted: . Nie chciałbym ujść za męską szowinistyczną świnię, ale wiele pań ma skłonność do tego typu zachowań i ich obecność mogła się bardzo przyczynić do tej tragedii.


Zgłoś ten post
 Profil 
 
 Temat postu: Re: Yeti z Kemerowa
PostWysłany: 04 Wrz 2015, 15:19 
Zaawansowany
Zaawansowany
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Sie 2012, 16:39
Posty: 247
Traper Bemowski napisał(a):
To rozcięcie ściany bym tłumaczył inaczej. Przez wejście do namiotu musieliby wychodzić kolejno, ale jeśli sobie dodatkowo rozcięli namiot, to mogli wyskoczyć równocześnie, zaskakując kogoś lub coś, co ich zdaniem na nich czatowało. Nikt nie był wyraźnie pierwszy, nikt nie był ostatni - ryzyko malało.


Wejście do namiotu było w chwili jego odnalezienia zasznurowane od góry do dołu. Nie ma mowy, żeby ktoś tamtędy wyskakiwał. Co daje dosyć wyraźny obraz: studenci uznali, że coś, znajdującego się przed tym wejściem jest zagrożeniem i wybrali wyjście awaryjne.

Cytuj:
Ja bym to wyjaśnił tak, że wybuchy przekroczyły granicę ich wytrzymałości nerwowej - stanowczo za dużo dla nich było tych niewytłumaczalnych zjawisk. Rzucili się na oślep w stronę osad ludzkich, zapominając, że są one zbyt daleko, by dało się tam dotrzeć, oraz uznając, że z czyhająca na nich domniemana bestia jest jednak mniej groźna - zwłaszcza, jeśli będzie mieć do czynienia z całą grupą ludzi.
Odnośnie tego, że nie wrócili po ubranie i zapasy, to rakieta miała chyba upaść stosunkowo blisko, więc mogli uznać, że przebywanie na otwartej przestrzeni jest niebezpieczne. A ponieważ z dwojga złego mniej się obawiali domniemanego potwora, woleli do namiotu nie wracać.


Jak się ma do panicznej ucieczki przed wybuchami robienie ogniska pod cedrem, wypatrywanie czegoś w dali, z tegoż cedru i następnie próba powrotu dwóch uczestników wyprawy do namiotu? Jak się ma do domniemanej rakiety fakt, że prócz pechowej czwórki z jaru, studenci zostali w pobliżu namiotu?

No właśnie. Nijak się ma.

Cytuj:
Część spośród tych ludzi nie zdołała się w ogóle zbytnio oddalić od niego, bo znaleziono ich na kraju lasu albo jeszcze wcześniej. Nie bardzo wierzę w hipotermię w tej sytuacji. Jeszcze na płaskim terenie, gdzie człowiek może kręcić się dłuższy czas w kółko - owszem. Śnieżycy chyba wtedy nie było.


Jezusicku. Oni byli porozdziewani, niektórzy nawet bez butów, w lutym, w górach Uralu. Średnia temperatura stycznia w tych rejonach to -20, wyobraź sobie zatem jak piekielnie zimno jest tam w lutowe noce. Zdziwiłabym się, gdyby w takich warunkach studenci nie dostali hipotermii.

Cytuj:
Powiem Wam, że byłem kiedyś w podobnej sytuacji - nocą w zimowym lesie, sam z panikującą osobą. Nie do wiary, jak takie głupie emocje udzielają się człowiekowi :twisted: . Nie chciałbym ujść za męską szowinistyczną świnię, ale wiele pań ma skłonność do tego typu zachowań i ich obecność mogła się bardzo przyczynić do tej tragedii.


Właśnie na takową wyszedłeś. Panikarze są takźe wśród facetów, sama pamiętam jeden egzemplarz, który, zabrany na grzyby do niedużego lasu, przez cały czas jęczał, że omójboże on się zguuu-u-bi! A wśród kobiet jest wiele opanowanych i trzeźwo myślących jednostek. Poza tym, na litość boską, dziewczyny które pojechały na tę wyprawę, Kołmogorowa i Dubinina, nie były jakimiś piszczącymi gąskami, tylko doświadczonymi górołazkami, które całe życie spędziły na Uralu.


Zgłoś ten post
 Profil 
 
 Temat postu: Re: Yeti z Kemerowa
PostWysłany: 04 Wrz 2015, 21:44 
Średnio zaawansowany
Średnio zaawansowany

Rejestracja: 01 Lut 2015, 13:54
Posty: 85
Wiedźma napisał(a):
Traper Bemowski napisał(a):
To rozcięcie ściany bym tłumaczył inaczej. Przez wejście do namiotu musieliby wychodzić kolejno, ale jeśli sobie dodatkowo rozcięli namiot, to mogli wyskoczyć równocześnie, zaskakując kogoś lub coś, co ich zdaniem na nich czatowało. Nikt nie był wyraźnie pierwszy, nikt nie był ostatni - ryzyko malało.


Wejście do namiotu było w chwili jego odnalezienia zasznurowane od góry do dołu. Nie ma mowy, żeby ktoś tamtędy wyskakiwał. Co daje dosyć wyraźny obraz: studenci uznali, że coś, znajdującego się przed tym wejściem jest zagrożeniem i wybrali wyjście awaryjne.

Czyli to coś musiałoby się bardzo wolno poruszać, żeby nie przyłapać przynajmniej części wychodzących przy "wyjściu awaryjnym". Logiczne rozwiązanie w takim wypadku to wycinanie KILKU otworów, i wyskakiwanie równocześnie.

Cytuj:
Cytuj:
Ja bym to wyjaśnił tak, że wybuchy przekroczyły granicę ich wytrzymałości nerwowej - stanowczo za dużo dla nich było tych niewytłumaczalnych zjawisk. Rzucili się na oślep w stronę osad ludzkich, zapominając, że są one zbyt daleko, by dało się tam dotrzeć, oraz uznając, że z czyhająca na nich domniemana bestia jest jednak mniej groźna - zwłaszcza, jeśli będzie mieć do czynienia z całą grupą ludzi.
Odnośnie tego, że nie wrócili po ubranie i zapasy, to rakieta miała chyba upaść stosunkowo blisko, więc mogli uznać, że przebywanie na otwartej przestrzeni jest niebezpieczne. A ponieważ z dwojga złego mniej się obawiali domniemanego potwora, woleli do namiotu nie wracać.

Jak się ma do panicznej ucieczki przed wybuchami robienie ogniska pod cedrem, wypatrywanie czegoś w dali, z tegoż cedru i następnie próba powrotu dwóch uczestników wyprawy do namiotu? Jak się ma do domniemanej rakiety fakt, że prócz pechowej czwórki z jaru, studenci zostali w pobliżu namiotu?

No właśnie. Nijak się ma.

Piszesz o szczegółach, których w filmie nie było. Była mowa o poobłamywanych gałęziach cedru, jakby się ktoś na niego wspinał (film sugerował, że chodziło o paniczną ucieczkę na drzewo), ale o żadnym ognisku, wypatrywaniu i próbach powrotu. Film sugerował, że coś ich pomordowało w drodze do lasu, na jego brzegu albo w samym lesie - co w świetle mojej wiedzy o obyczajach zwierząt jest zupełnie nieprawdopodobne.
Rozpalanie ogniska wskazuje, że zagrożeniem nie mogli być ludzie. Dziwi mnie też, że zmarli z wyziębienia mimo, że mieli ognisko - o ile udało im się je utrzymać. Przecież takie ognisko, jeśli ma się dosyć opału, a oni chyba mieli, można tak powiększyć, że żaden mróz nie jest groźny. Czy to coś mogło siedzieć przy ich namiocie również w dzień? Jakie zwierzę leśne przebywałoby tak długo przy cudzym "legowisku", na otwartej przestrzeni?

Cytuj:
Cytuj:
Część spośród tych ludzi nie zdołała się w ogóle zbytnio oddalić od niego, bo znaleziono ich na kraju lasu albo jeszcze wcześniej. Nie bardzo wierzę w hipotermię w tej sytuacji. Jeszcze na płaskim terenie, gdzie człowiek może kręcić się dłuższy czas w kółko - owszem. Śnieżycy chyba wtedy nie było.

Jezusicku. Oni byli porozdziewani, niektórzy nawet bez butów, w lutym, w górach Uralu. Średnia temperatura stycznia w tych rejonach to -20, wyobraź sobie zatem jak piekielnie zimno jest tam w lutowe noce. Zdziwiłabym się, gdyby w takich warunkach studenci nie dostali hipotermii.

Zanim dobiegli do lasu? Przecież ci ludzie musieli mieć we krwi potężną dawkę adrenaliny, biegli. Po jakichś 2 godzinach mogli zacząć zamarzać, ale do lasu raczej nie było tak daleko.

Cytuj:
Cytuj:
Powiem Wam, że byłem kiedyś w podobnej sytuacji - nocą w zimowym lesie, sam z panikującą osobą. Nie do wiary, jak takie głupie emocje udzielają się człowiekowi :twisted: . Nie chciałbym ujść za męską szowinistyczną świnię, ale wiele pań ma skłonność do tego typu zachowań i ich obecność mogła się bardzo przyczynić do tej tragedii.


Właśnie na takową wyszedłeś. Panikarze są takźe wśród facetów, sama pamiętam jeden egzemplarz, który, zabrany na grzyby do niedużego lasu, przez cały czas jęczał, że omójboże on się zguuu-u-bi! A wśród kobiet jest wiele opanowanych i trzeźwo myślących jednostek. Poza tym, na litość boską, dziewczyny które pojechały na tę wyprawę, Kołmogorowa i Dubinina, nie były jakimiś piszczącymi gąskami, tylko doświadczonymi górołazkami, które całe życie spędziły na Uralu.

To napiszę Ci coś, co zapewne utwierdzi Cię w przekonaniu, że jestem "męską, szowinistyczną świnią": widziałem również kobietę nie bez doświadczenia (kursantkę na spływie kajakowym), której puściły nerwy.
Tak, wiem, że obecnie jest także wielu mężczyzn zniewieściałych. Oni najczęściej uważają, że "w obecnym świecie" nie przydadzą im się cnoty, których posiadanie było kiedyś psim obowiązkiem każdego mężczyzny.


Zgłoś ten post
 Profil 
 
 Temat postu: Re: Yeti z Kemerowa
PostWysłany: 05 Wrz 2015, 16:18 
Zaawansowany
Zaawansowany
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Sie 2012, 16:39
Posty: 247
Traper Bemowski napisał(a):
Czyli to coś musiałoby się bardzo wolno poruszać, żeby nie przyłapać przynajmniej części wychodzących przy "wyjściu awaryjnym". Logiczne rozwiązanie w takim wypadku to wycinanie KILKU otworów, i wyskakiwanie równocześnie.


Po pierwsze, pod warunkiem, że mieli pod ręką akurat więcej niż jeden nóż. Nie musieli mieć, jeśli akurat kładli się spać. Po drugie, ludzie w stanie paniki, a w takim trzeba być, żeby wyskoczyć w uralską, lutową noc bez butów i ciepłej odzieży, niekoniecznie myślą zupełnie logicznie.

Cytuj:
Piszesz o szczegółach, których w filmie nie było. Była mowa o poobłamywanych gałęziach cedru, jakby się ktoś na niego wspinał (film sugerował, że chodziło o paniczną ucieczkę na drzewo), ale o żadnym ognisku, wypatrywaniu i próbach powrotu. Film sugerował, że coś ich pomordowało w drodze do lasu, na jego brzegu albo w samym lesie - co w świetle mojej wiedzy o obyczajach zwierząt jest zupełnie nieprawdopodobne.


A to film, widzę, z faktami sobie dość liberalnie poczynał.

Cytuj:
Rozpalanie ogniska wskazuje, że zagrożeniem nie mogli być ludzie. Dziwi mnie też, że zmarli z wyziębienia mimo, że mieli ognisko - o ile udało im się je utrzymać. Przecież takie ognisko, jeśli ma się dosyć opału, a oni chyba mieli, można tak powiększyć, że żaden mróz nie jest groźny.


Życzę powodzenia w szukaniu opału w lesie iglastym ciemną nocą i bez latarki. Oraz bez żadnego narzędzia do cięcia drewna. Poza tym ognisko, nawet największe, ma to do siebie, że ogrzewa cię tylko od jednej strony. Od drugiej, nie ma bata, się wychładzasz. No i poza tym większość studentów była nieobuta, a to cokolwiek utrudnia ganianie po lesie, prawda?


Cytuj:
Zanim dobiegli do lasu? Przecież ci ludzie musieli mieć we krwi potężną dawkę adrenaliny, biegli. Po jakichś 2 godzinach mogli zacząć zamarzać, ale do lasu raczej nie było tak daleko.
[/quote]

Jakie zanim dobiegli do lasu? Przecież pętali się w pobliżu obozu przez jakiś czas, to nie tak, że wypadli z namiotu i padli trupem. A adrenalina ma działanie dosyć krótkotrwałe.


Zgłoś ten post
 Profil 
 
 Temat postu: Re: Yeti z Kemerowa
PostWysłany: 15 Wrz 2015, 14:08 
Początkujący
Początkujący

Rejestracja: 19 Lip 2015, 14:08
Posty: 43
Nie jest wykluczone by nasz daleki przodek bądz krewny nie żył na sibirze ale miejmy nadzieje że kiedyś go znajdzemy :)


Zgłoś ten post
 Profil 
 
 Temat postu: Re: Yeti z Kemerowa
PostWysłany: 16 Wrz 2015, 20:29 
Średnio zaawansowany
Średnio zaawansowany

Rejestracja: 01 Lut 2015, 13:54
Posty: 85
Wiedźma napisał(a):
Po pierwsze, pod warunkiem, że mieli pod ręką akurat więcej niż jeden nóż. Nie musieli mieć, jeśli akurat kładli się spać. Po drugie, ludzie w stanie paniki, a w takim trzeba być, żeby wyskoczyć w uralską, lutową noc bez butów i ciepłej odzieży, niekoniecznie myślą zupełnie logicznie.

To musieli być totalnie spanikowani. Ja na ich miejscu, zakładając, że to coś, co czaiło się przed wejściem do namiotu, chce mi zrobić krzywdę, panicznie bym się bał :o wyskakiwać wyciętym w namiocie otworem wiedząc, że już nim wyskoczyła jedna lub więcej osoba i że to coś zorientowało się na pewno, że mieszkańcy namiotu zrobili sobie wyjście awaryjne.
Poza tym, nóż to jest coś, co się w dziczy powinno ZAWSZE mieć pod ręką. Nóż zawsze bierze się na wyprawę, bo to podstawowe narzędzie. Należy je mieć też w zasięgu ręki, gdy się leży w namiocie. Na wypadek choćby ataku złych ludzi. A sami uczestnicy wyprawy, jeśli prawdą jest, że coś człekopodobnego za nimi szło przez las i że to sfotografowali, to powinni tym bardziej mieć się na baczności i nie zasypiać bez noży w garści.
Poza tym, wcześniej powycinali sobie w namiocie otwory obserwacyjne. Wystarczyło chyba je powiększyć?
Czy to prawda z tym zdjęciem z człekopodobną sylwetką, które mieli zrobić uczestnicy wyprawy? Czy prawdą jest, że znaleziono notatkę z napisem "Yeti istnieje"?

Cytuj:
Życzę powodzenia w szukaniu opału w lesie iglastym ciemną nocą i bez latarki. Oraz bez żadnego narzędzia do cięcia drewna. Poza tym ognisko, nawet największe, ma to do siebie, że ogrzewa cię tylko od jednej strony. Od drugiej, nie ma bata, się wychładzasz. No i poza tym większość studentów była nieobuta, a to cokolwiek utrudnia ganianie po lesie, prawda?

Akurat nieraz szukałem opału w lesie nocą bez latarki. Zimą to jest mniejszy problem, niż kiedykolwiek, bo pnie i gałęzie doskonale widać na tle śniegu. Dodam, że na samotnych wyprawach jak muszę rozbić namiot nocą, to rozbijam go prawie zawsze bez latarki (dla bezpieczeństwa).
Ognisko, owszem, ogrzewa tylko z jednej strony, ale można się obracać jak mięso na rożnie :) . Poza tym, można robić tzw. zwierciadła cieplne, czyli ścianki z drewna. Jeśli chodzi o narzędzie do cięcia drewna, to radzę sobie przy rozpalaniu ognia doskonale bez niego. Grubsze kawały drewna dzieli się po prostu przez przepalanie.
Tych z butami można było zatrudnić do wyszukiwania i znoszenia opału, a pozostałych - do łamania drewna i zasilania ognia. Chociaż jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której nie było komu pokierować grupą, żeby wszystko skończyło się szczęśliwie. Ale to z kolei podważa pogląd o doświadczeniu członków wyprawy.


Cytuj:
Jakie zanim dobiegli do lasu? Przecież pętali się w pobliżu obozu przez jakiś czas, to nie tak, że wypadli z namiotu i padli trupem.

No, to jest kwestia tego "liberalnego poczynania sobie z faktami" przez twórców z filmu.


Zgłoś ten post
 Profil 
 
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz [ 18 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:



cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group