Kryptozoologia
 
Obecny czas: 13 Gru 2017, 05:38

Wszystkie czasy w strefie UTC






Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 3 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: Enigmatyczne zwierzęta ze wzgórz Ałyn-Kadżyk
PostWysłany: 08 Maj 2015, 16:55 
Redaktor
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Sie 2006, 12:00
Posty: 847
ENIGMATYCZNE ZWIERZĘTA ZE WZGÓRZ AŁYN-KADŻYK
SHORT STORY.\
Tomasz q. Pietrzak

58
Wspomnienia te są bardzo stare i dotyczą moich
wypraw do Azji Środkowej. Towarzyszył mi zawsze syn
duńskiego niemca, kompan wypraw Joseph Baluta,
myśliwiec i preparator dzikich zwierząt. Nasze wyprawy
miały charakter odkrywczy. A zaczęło się tak.
Otworzyłem drzwi tej wielkiej sali wypełnionej po
brzegi. Słyszałem ten głos już wielokrotnie. Był to słynny
ekolog fauny Albun Droites. Wydobywał z siebie mantrę,
elektryzujące przemówienie, które do głębi poruszyło
zgromadzonych. Wykładowca tylko zerknął przez chwilę
niepokojąco w moją stronę i dalej kontynuował swoje
przemówienie.
-To jest czas, którego jeszcze nie było. Ekspedycja ta
będzie ogromna, niepodobna do żadnej ze znanych wam
poprzednio - wygłaszał. Poszukiwał właśnie pracowników,
asystentów do badań eksploratorskich. Nie namyślaliśmy
się długo.
Kilka miesięcy później byliśmy już w Azji Środkowej. A
wiedźcie, że ekspedycja ta miała przeprowadzić badania
w miejscach dotychczas nie-ekploatowanych.
Musieliśmy uciec z ogarniętej walkami Kirgizji i przejść
granice. Wojny etniczne były w tych regionach na
porządku dziennym. Byliśmy i w rejonie zapalnym, gdzie
żadnych badań nie prowadzono. Musieliśmy przedostać
się do kraju uzbeckiego.
Podczas naszego pobytu w Samarkandzie w pałacu
uzbeckim spotkaliśmy się z badaczem-zoologiem,
którego wcześniej nie spotkaliśmy na naszej drodze.
Stary zoolog, Dr Zaharias Upisz chyba z pochodzenia
słowak lub mołdawianin opowiadał nam jakoby w regionie
Ałyn-Kadżyk zasłyszał wieści o niebieskim zającu,
posiadającym wielkie siekacze. Nie trzeba powtarzać, że
nikt z nas nie wierzył w te opowiadania. Niedobrze działo
się wówczas także w uzbeckim kraju toteż z nieznanych
nam powodów zamieszki, które miały wówczas miejsce
nie pozwoliły nam dalej na kontynuowanie dochodzenia.
Kilka miesięcy później, gdy zamieszki ucichły
powróciliśmy z naszej siedziby na zachodzie. W południe
przeszliśmy się po żywym mieście. Na targu wypytałem
lokalnych górali pochodzących z okalających regionów
górskich, czy można spotkać nadal rzadkie zwierzęta ze
wschodnich wzgórz. Nie znano takich gatunków, a jednak
miał handlarz jakąś skórę, która wyglądała jak skórka
małego ssaka. Nic więcej o tym przypadku się nie
dowiedziałem. Powróciliśmy do pałacu. Wieczorem
zjedliśmy obfite jadło. Zdobyliśmy cenne wskazówki
dotyczące wzgórz przy granicy z Kirgistanem i ich
61
lokalizacji. Był to tajemniczy region w tej części świata.
Upisz był jedynym badaczem zoologii, który prowadził
tutaj badania w ciągu ostatnich wielu lat. Jest to nie tylko
region w pewnym sensie zakłócony, ale i zapomniany.
Wyprawa na wzgórza, które mieściły się osiem dni
drogi na północny wschód rozpoczęła się jednak bardzo
niedobrze. Podczas ustalania planu wyprawy z lokalnym
tropicielem góralem zaatakowała nas banda lokalnych
najemców. Udało nam się ich przegonić. Ranili oni jednak
tropiciela, tak dotkliwie, że nie był on zdolny do dalszej z
nami podróży. Nie spodziewaliśmy się jednak, że
wyprawa nasza w ten region przyprawi nas o chorobę
psychiczną. Zabraliśmy juki i osły oraz trzech lokalnych
tragarzy uzbeckich z Samarkandy. Naszym
przewodnikiem został ponadto jakiś dziwny przedstawiciel
nieznanego nam rodu. Ponadto wykazywał on jakieś tiki
powodujące u nas niesłychaną odrazę. Był bardzo
nerwowy i ciągle odwracał się w tył jakby coś go
niepokoiło.
Ktoś w nocy jednak za nami podążał. Najgorsze było
to, że nawet nie podejrzewaliśmy kto. Nocne okropne jęki
w oddali kazały nam myśleć, że dzieje się coś
niedobrego. Przypomniała nam się okrutna przypowieść
jak członkowie znanej ekspedycji zginęli podczas
wyprawy zabici przez krwawych partyzantów.
Zatrzymaliśmy się na noc nad przełęczą na krawędzi
nieznanego nam wzgórza. I słyszeliśmy kroki. Coraz
głośniejsze. I trzask, wrzask. I pojawił się dr Upisz.
- A więc jesteście aż tutaj. Nie możecie iść tam w te
wzgórza. Ten region ma pozostać nieznany. Wszystkie te
zwierzęta, które tam żyją nigdy nie mają zostać odkryte.
A wyglądał wówczas bardzo nieciekawie. Począł
skakać i udawać najprzeróżniejsze stworzenia, jakby je
62
znał. A jego głowa była bardzo zła. Założył kaptur i
odjechał na siwym uzbeckim koniu. Szaleńczy doktor, jest
kimś złym do potęgi. To było wiadome. Ale dlaczego
zeznał nam o tych wszystkich stworzeniach nieznanych.
Tego mieliśmy się już nigdy nie dowiedzieć. Za chwilę
pojawiło się dwóch niecnych łotrów i wyjąwszy
samarkandzką szablę poczęli nią wymachiwać. Zza skały
ktoś nas jednak obserwował. Łotry poczynali sobie
bardzo śmiało. Górski piechur wyłonił się zza skał i począł
wypowiadać szybkie piskliwe słowa w języku nam
nieznanym. A łotry, których zapędy nagle ucichły rozbiegli
się. Ów górski piechur począł za nimi biegać tak szybko,
że owi łotrzy błagali by ich nie przeklął. Muszę tutaj
zaznaczyć, że ów piechur nie miał ze sobą żadnej broni.
Po chwili zauważyliśmy, że jeden z tragarzy jest
śmiertelnie ranny. Nie mogliśmy go zabrać ze sobą,
ponieważ spowalniałby marsz. Nie wiadomo jak długo
będzie przytomny. Zostawiliśmy go. Nie doczekaliśmy się
na wypowiedzenie niezwykłych słów odpuszczenia.
Ale gdzie się podziała ta cała zgraja, ów dziwny Dr
Upisz, górski piechur i tych dwóch łotrów. Zniknął też
nasz przewodnik. To co miało się jednak wydarzyć w
dalszej części naszej wyprawy było jednak po stokroć
bardziej przerażające.
Kilka kilometrów za naszą siedzibą natknęliśmy się
wielkie zajęcze tropy, pozostawione na piaszczystej
drodze. Jeden z krajowców, wykrzyczał Odeg-uzun co w
lokalnym języku znaczy „zając o niebieskiej sierści”.
Stwierdzono, że zając ten zjada wielkie pędy roślinne.
Południem rozmawialiśmy z lokalnym przewodnikiem.
Przedstawił nam on dziwny obyczaj w jaki sposób
oporządzają tego zająca. Tymczasem wrzask kobiety
postawił nas na nogi. Zając zostawił swoje odchody obok
63
obejścia co według wierzeń było złą wróżbą. Nie
próbowaliśmy wyjaśnić, że nie ma to większego
znaczenia. Skupiliśmy się raczej na tym czym jest owy
zając. Po tych ogromnych odchodach mogliśmy
wnioskować, że jest w istocie jakiś duży gatunek. W tych
stronach wiedziano, jednak o istnieniu tylko niepozornych
zajęczych gatunków. Spotkaliśmy dr Upisza. Był całkiem
spokojny, inny niż, na którego natknęliśmy się w trakcie
naszej przeprawy.
Ale była to ta sama osoba. Pojawił się ponownie
znikąd. I zaprawdę wydał się nam ponownie odmieńcem.
Badacz ma jakąś tajemnicę, o której nie chciał
powiedzieć. Przyszło mi na myśl. Zakazał nam iść na
wzgórza. A teraz jest tam razem z nami i jak sam
powiedział chce nam pomóc odszukać niebieskiego
zająca. Od razu wydało mi się oczywiste, że chce się nas
pozbyć. Tak po prostu, tak po cichu. Podeszliśmy do
zagrody, gdzie mieścił się oblężony skrawek przez
jednego z owych rozjuszonych. I słyszeliśmy jakoby jeden
z nich nie mógł płakać za stratą bliskich.
Albun stwierdził, iż zając może być przeżytkiem ery
lodowcowej. Tutaj także nie dotarł lodowiec i miejsca te
stały się refugiami, pełnymi żeru dla zajęcy. Wyruszyliśmy
schwytać to zwierzę. Droites zbierał odchody i fragmenty
sierści do badań diety. My zaś za wszelką cenę
pragnęliśmy złapać tego wielkiego gryzonia. Zastawiliśmy
dużą drewnianą łapkę wraz z pozostawionymi
odczynnikami wabiącymi wzdłuż ścieżek, którymi ono
podąża. Na wypadek gdyby nie wypaliło przed klatką
zostawiliśmy glinkę na tropy. Młody ekolog stwierdził, iż
gryzonie te poruszają się po trasach, które dobrze znają.
Świadczyły o tym tropy w wielkiej liczbie. Znaleźliśmy
opodal wygniecione kotliny w trawie oraz zgryzione pędy
64
zostawione przez szkodnika o wielkich siekaczach.
Pułapka pozostałą pusta. Zaskoczył nas jednak jak
wieczorem prawie o zmroku. Obserwowaliśmy w oddali
jak jakieś duże zwierzę zbliżało się do klatki. Zwróciło
głowę w naszym kierunku. Zwierzę to wielkouche, kicało
jak zając. Minęło jednak klatkę i poszło dalej. Tropy
pozostawione na glince wyraźnie wskazywały na jakieś
zwierzę zającowate. Przez kolejne dni nie mieliśmy
jednak żadnych dowodów na obecność tych zwierząt.
Zwierzę najwyraźniej wyczuło nasz zapach i zapewne
odeszło wysoko na wzgórza. Pojawiły się za to małe
zające ze znanych rodzajów. Jednego z nich ustrzeliłem
nawet ze swojej myśliwskiej strzelby. Jego mięso było
bardzo smaczne.
Bardziej jeszcze ponura wyprawa odbyła się także
wiele lat temu, w sercu zapomnianej krainy w centralnej
Azji. Miejscowi nazywali ten region Ałyn-Kadżyk, a było
gdzieś w północno-zachodnim Kirgistanie przy granicy
uzbeckiej. Mamy wywiady z naszymi rodzimymi
przyjaciółmi na temat niektórych zwierząt. Południowe
stoki wzgórz są miejscem życia wielu tajemniczych
zwierząt. W tych dawnych czasach chcieliśmy zbadać te
złe ziemie, oczyszczając je z legendarnych stworzeń.
Skaczące duże ryby. Czy dotknięte przez niezwykłą
chorobę kręcące się żmijowate stworzenia. Tubylcy
poinformowali nas, że górskie dzikie psy są mniejsze od
wilków z wełnistą czerwonawą głową. Obecnie, jestem
pewien, że te zwierzęta są wytępione wszędzie poza
tropikalną częścią Azji. Dzikie psy atakowały zwierzęta
gospodarskie, ale nie ma zapisów, że polowały na ludzi.
Badaliśmy ich dziwne zachowania w Ałyn-kadżyk, gdzie
pewna izolowana populacja ocalała z racji niedostępności
tych obszarów. Watahy te nie bały się ludzi i często
65
zbliżały się pod osady. Pochodziło to jednak z ich
ciekawości.
Mój przyjaciel, myśliwy i preparator zapytał
tubylców o pasiaste kozły, odnotowane tu, w tym regionie.
Dolina Op jest zamieszkana przez małe drapieżniki
podobne do większych łasic. Zwierzęta te zamieszkują
otwarte obszary żyjąc w małych grupach. Obawiają się
tych zwierząt lokalni mieszkańcy. Spotkaliśmy tam
tropiciela zwierząt Hunzaga, który za niewielką kwotą
zgodził się śledzić dla nas te dzikie łasice.
Podsumowując, wydaje się, że te dziwne łasice żyją w
grupach rodzinnych i polują razem. Nie ma zapisków z
jakiego rodzaju jest to zwierzę. Byliśmy jednak pewni, że
znajdują się one w nomenklaturze zoologicznej. Nie
wiemy jednak czy bliżej im było łasic czy do jakieś innego
drapieżnika?
Podczas jednej z pierwszych ekspedycji do Turkmenii
słyszeliśmy o jakimś groźnym pustynnym drapieżcy
przypominającym ni to jaskrawego konika, ni
mrówkojada. Ale naszą uwagę przykuła historia pewnego
krajowca we wschodnim Uzbekistanie. Zeznał mi on
opowieści jakby wyssane z palca, które przekazali mu
krajowcy z wiosek w dolinach na wschodzie przy granicy
kirgiskiej. A musicie wiedzieć, przerażające i zarazem
niezwykłe były te opowiadania. Trafiliśmy do jednej z
osad. Wielki syczący kozioł o pręgach na skórze
występował ponoć w tym regionie. Nie mówiono przy tym
ludzkim głosem i siano postrach w rozległych dolinach.
Chciano przyrównać dzikie zwierzę do bliżej
nieokreślonych demonów. Kozioł bardziej agresywny był
niż jeżozwierze wszelakie, oczy miał zalane krwią i
wyglądał raczej jak chrześcijański szatan po stokroć
bardziej jeszcze przerażający. Ludzie umierali nawet i ze
66
strachu. I widziałem nietknięte twarze trupie w grymasie.
Muszę się przyznać, iż czuliśmy się nieswojo. Ale kozły
znikły z owych obozów. Tylko jakiś cień przesuwał się w
ciemną noc, tak iż wisząc nad ziemią doznałem zapalenia
mięśni szyjnych z powodu nagłych ruchów głowy mojej.
Byłem w strachu przed kozłem. Usnąłem dopiero nad
ranem.
Gdy przybyliśmy do okolicznej osady uzbeckich
koczowników, tam właśnie stacjonował badacz folkloru i
antropolog Nicholas Musset. Wedle jego badań, które
prowadził w tych rejonach od sześciu lat sprawa dlań
wydawała się klarowna. Lokalni szamani pochodzenia
syberyjskiego przywdziewają skórę jakiegoś rzadkiego
gatunku kozła, aby składać ofiary dla demonów mających
postać rogatych zwierząt. Nie wie jednak jaki to kozioł jest
pierwowzorem. Wie, że jest jednak z jakiegoś nieznanego
rodzaju. Widział go raz gdy przywieziono go do wsi w
klatce. A obawiano się go wówczas straszliwie. Dla
Nicholasa folklor społeczeństw był ważkim problemem.
Dla nas również. Lecz najbardziej jeszcze interesujące
okazały się dzikie kozły z nieznanego rodzaju. Kozioł był
w tej krainie czczony. Uznawany za pierwsze stworzenie
zrodzone przez ziemię. Takie informacje zebraliśmy od
krajowców. Dlatego niemałe poruszenie w naszym gronie
stwarzały opowiadania o pręgowanych kozłach,
oglądaliśmy także skóry tych rzadkich zwierząt.
Pręgowany kozioł jest pierwowzorem szamańskich
demonów. Okrywano się skórami właśnie kozłów
pręgowanych podczas rytuałów. Braliśmy udział w
jednym z takich obrzędów. I to właśnie mieli krajowcy na
myśli mówiąc, kozioł ten nie jest znany w innych stronach.
Mylili się jednak, bo gdy byłem później w krainie
Gunszebek, tam znano inny jeszcze prastary gatunek.
67
Najwyraźniej kozły pręgowane należą do endemitów.
Sprawa wymagała wyjaśnienia. Założyliśmy, że złapanie
szamanów przebranych za kozły będzie naszym
pierwszym priorytetem. Ponadto, skóra, którą się
okrywali, to skóra z nieznanej populacji.
Kolejna wyprawa rozpoczęła się całkiem zwyczajnie.
Wyruszyliśmy do północnej Kirgizji, tutaj wśród
nieokreślonych przez nas siedlisk próbowaliśmy okiełznać
i zidentyfikować pogłoski krążące wśród krajowców o
borsuku zbożowym. Historia robiła się nie tylko
tajemnicza, ale i napełniająca grozą. Wyrażano się przy
tym nieprzyzwoicie wykrzywiając twarze w dziwne miny i
uznawano przy tym owe borsuki za bardzo agresywne.
Co najdziwniejsze, krajowcy mówili to z trwogą nieznaną
w tych stronach.
Opowiadali też wymachując rękami, o pojawiających
się agresywnych kotach nagle wyskakujących z doliny
Gynyg-orok. Jakże mogłem wówczas ich wyśmiać, gdym
się im przyglądał. Ale czas miał pokazać, że borsuki
zbożowe istnieją naprawę i nie są ułudą. Stanowią też
wielkie zagrożenie dla innych form zwierzęcych. Mój
kompan stary wyga Joseph wypytał lokalnych myśliwych,
gdzie te zwierzęta można spotkać. Ale myśliwi tylko
odwracali głowę. Patroszyli niewzruszenie barany. Od
wielu lat nikt nie widział stworzenia na własne oczy. W
dawnych czasach można je było spotkać tam za lasami w
obszarach, gdzie występują tzw. pola dzikich zbóż.
Albun zdegustowany powiedział. - Żyją tutaj inne
borsuki niż te które spotykamy gdzie indziej. Są to
leucorus. Ale nie jestem pewny czy o nie chodzi.
Spędziliśmy noc u kirgiskiej rodziny. Lokalny myśliwy
pokazał nam skóry zwierzyny. Niektóre z nich nie
potrafiliśmy rozpoznać. Zapytałem dziadka, czy ma skórę
68
zbożowego borsuka. W dawnych latach za jego młodości
była w juce skóra tego drapieżnika, ale została sprzedana
handlarzom skór, którzy sowicie za nią zapłacili. Wśród
skór znalazłem skórę z pręgami. Wypytałem go o
zwierzę, które ją nosiło.
- Ten pręgowany kozioł pochodzi ze wzgórz Ałyn
-kadżyk w regionie Sa, pięć dni drogi stąd osłem -
odpowiedział kirgiski myśliwiec. A więc był to jeszcze inny
kozioł pręgowany niż ten, który stał się obiektem kultu.
Powróciliśmy w region Sa, gdzie czekaliśmy na wieści
o pręgowanym koźle. Krajowiec dał nam część pewnej
starej mapy doliny Kap-fagył. Kraina ta jest jakby
zapomniana przez geografów. Żyje tam też ponoć mały
drapieżnik łasicowaty, o którym już pisałem. Wspominał
on jednakże, że żyje tam również mały szary niedźwiedź
Tag-Yjag-yt. Nigdy nie słyszeliśmy o tym stworzeniu. Ba,
to stworzenie jest tak tajemnicze, że nikt oprócz kilku
krajowców go nie widział. Jak mi się zdaje, nie widnieje
on w żadnej systematyce zoologicznej. Ten niedźwiedź to
prawdopodobnie karłowaty lokalny podgatunek
niedźwiedzia brunatnego.
Tej nocy rozpaliłem w kominku. Zdjąłem płaszcz
Siedorowski. Zapaliłem cygaro kubańskie. Jakże drogie
musiał być to tytoń w tych stronach. Nasze wydatki były
całkowicie pokrywane przez fundację. Musicie wiedzieć
godzina była już późna. Ale oto do naszego korende
wpadł jegomość Dasimov.
- W obozie coś było - zeznał i zawahał się.
- Ale co? - zapytałem zdziwiony.
- Ślady są ewidentne. Ale nikt z nas. Są to raczej tropy,
które nie pasują do żadnego stworzenia, które tu żyje. W
naszym regionie nie spotyka się przecież tych zwierząt.
69
Zaczął zawile tłumaczyć swoje obawy. Wyglądało na to,
iż nie są to żarty.
Po chwili wszystko było jasne. Po obozie w nocy
wędrował drapieżnik.
- Czy ktoś stracił życie - pytałem.
- Na szczęście nikt. Boje się jednak o nasz obóz.
Zwierzę to na pewno powróci. To powróci po swoją
zdobycz na pewno. Wieś nasza zostanie spustoszona.
Natknięto się na tropy wokół juk i przy wodopojach.
Tropy podobne do tropów małego niedźwiedzia. To coś
naruszyło zapasy. Nad gajem spotkano zagryzione
zwierzę, osła. Ośla głowa była zmiażdżona. Zwierzę
ledwo co zaczęło się rozprawiać się z baranem, lecz
zostawiło go i poszło dobierać się do zapasów. Zapasy
zostały zniszczone.
- Kto to zrobił? Kto zmiażdżył oślą głowę?
- To stary wezyr. Taka jest ceremonia odstraszenia.
Uśmierconym zwierzętom miażdżymy głowę.
Zwierzę było prawie nietknięte. Została tylko zgryziona
skóra w kilku miejscach i zdarte zewnętrzne płaty mięsa.
- Czy były jakieś znaki szczególne na ciele, oprócz tych
ran zadanych zębami – zapytałem.
- To co udało mi się zauważyć. To gardło jest przebite.
O tu w tych dwóch miejscach. Ale nie jest to sprawka
najwyraźniej dzikich psów czy kotowatych. To było coś
innego. Te znaki wyglądają jak……
-Jak co? - Zapytałem.
- Coś przegryzło tętnice i spiło krew. Są takie
zwierzęta, które polują w ten sposób. Czekają aż ich
ofiara się wykrwawi. Ale ich nie widywano od wielu lat w
tych stronach. Tymczasem mnie najbardziej
zaintrygowało nie w jaki sposób poluje, ale dlaczego
70
dobiera się do zapasów żywności, do owoców i beczek z
piwem.
Czy więc było pijane. Naruszyło beczki piwne?
Najbardziej uszkodzenia doznały zbiory owoców.
Jak widzę są też świeżo przekopane doły. Bardzo
rozległe jak zauważyłem.
Toż to jego sprawka. Te doły mogły mieć trzy metry
wielkości. I mogą być bardzo głębokie. Nawet nie
przypuszczacie co ten zwierz może spustoszyć.
- Tak więc słucham.
- Słyszał Pan o borsuku zbożowym?-- Co nieco.
To więc o niego chodzi?- zapytałem.
- To zbożowy borsuk! Wytępiony dziesiątki lat temu.
Zwierzę powróciło. Przypuszczaliśmy, że pewna
populacja ukryła się w tych górach. O tam na zachód.-
wskazał ręką.
-Tam były pogłoski przez długi czas o widywaniu
czegoś takiego, wiele lat po tym, gdy u nas został
wytępiony.
-Tej nocy zapolujemy na borsucze sadło - wtrącił
Joseph.
Zbliżał się wieczór. Przygotowania trwały. Zastawiono
żywą przynętę. Osioł się szamotał. Zapewne czuł, że coś
jest nie tak. Był niespokojny. Czekano również przy tym
ów nieżywym ośle, do którego miał wrócić borsuk.
Stanąłem pod baldachimem i paliłem tytoń.
Wciągałem raz po raz. Nerwowo. Zastanawiałem się jak
bardzo rozjuszony musiał być drapieżnik, że podszedł
pod nasz obóz. Wróciłem do pałacyku. Nalałem szklankę
bordo. Zacząłem zapisywać wydarzenia i moje własne
przemyślenia, które dotyczyły spraw ważnych. Konieczne
było zapisywanie naszych sprawozdaniach, które
71
powierzono mnie jako głównemu sekretarzowi. Albun
rozliczał nas z tych manuskryptów.
Joseph i kilku krajowców pozostali w czatowni
sporządzonej specjalnie na wizytę borsuka.
- Cicho, słyszycie to, coś sapie.
- Czy to borsuk?
- Nie jestem pewien.
- Wali łapą, nie widzę dobrze, wygląda jak mały
niedźwiedź. Buszuje w ptactwie…. Niszczy nasze zapasy.
- Dziwne. Dlaczego nie atakuje barana.
- Jest tam. Podszedł do padliny baraniej. Patrzcie jak
żarłocznie pożera.
- Ale z chęcią zjadał też owocowe zapasy. To jest jakiś
fortel? Pierwszy raz widzę, aby taki drapieżnik dobierał
się równie dobrze do czegoś co nie jest mięsem.-
brzęknął głupi koleś.
- To jeszcze niewiele widziałeś – wyjasnił Joseph.
Zwierzę zastygło nieruchomo. Pies zaczął ujadać i
skoczył do niego. Ale zwierzę to tylko rozzłościło. Zaczęła
się szamotanina. Pies prawie konający, zaskamlał i
skoczył do obozu. Joseph wyciągnął strzelbę, nabił
magazynek i oddał celny strzał. Chociaż była już noc,
świecił księżyc. Sylwetka była jeszcze widoczna. Zwierzę
padło. Podeszli do niego, było już martwe. Po chwili
wyskoczyłem z mojego pałacyku i dołączyłem do
wartowników.
- Zobaczmy co to za zwierzę- powiedział Joseph.
- Toż to miodożer. Wielki postrach terenów otwartych.
Nie wiedziałem, że ratel występuje w tych stronach.
- Ale spójrzcie, krępe to zwierzę.
- Jest on wyraźnie większy niż te ratele, które
spotykałem na Bliskim wschodzie czy nawet w Persji.
72
Musi być to jakaś wielka odmiana. Dodatkowo jest to
stary osobnik. Ma wyleniał skórę.
Natychmiast zrobiono pomiary drapieżnika.
Sprawdzano zęby i nozdrza. Pazury były już nieco starte.
- Przybył pewnie w te strony w poszukiwaniu żeru. Jak
widać nie potrafił już zdobywać pożywienia. Szukał
łatwego żeru. A wiedźcie ratele są bardzo agresywne.
Raczej żywią się padliną. To by się zgadzało, że podszedł
do padliny – tłumaczył wszystko Joseph.
- A więc borsuk zbożowy jak go tutaj nazywają to
wytępiony ratel, zwierzę łasicowate. To by się zgadzało.
Mamy wielką niespodziankę dla Albuna. A on myślał, że
to musi być borsuk leucorus - zawtórowałem.
Po chwili gdy tak rozmawialiśmy, nagle coś
przerażającego przykuło nasza uwagę. O patrz tam przy
tym martwym ośle.
- Patrz, staje na dwóch kończynach.
- Co to jest. Opadło na cztery. Chlipie krew.
Aż tu nagle wydało odgłos niesamowity, czułem się
jakbym był w iście piekielnych czeluściach. Te odgłosy
wywarły na moich towarzyszach fobiczne wrażenie. Nasi
towarzysze uciekli jak stali. Joseph znawca sytuacji
krytycznych natychmiast odwrócił głowę w stronę tego
czegoś. Moje doświadczenie też pozwoliło zachować
zimną krew. To był następny ratel, jeszcze większy.
Potężny zwierz.
- Potrafią stawać na dwóch kończynach, jak
niedźwiedzie?- przeszło mi szybko przez myśl. Ale nie
miałem czasu się zastanawiać czy tak jest w istocie. Dwa
strzały z grubej gwintowanej broni załatwiły sprawę.
Oporządzono ratele. Zdjęto skóry.
O trzeciej godzinie nad ranem. Wstałem nie mogąc
spać. Przejść się chciałem po okolicy. Moim zadaniem
73
było przemyśleć to co miało miejsce tejże nocy. Wróciłem
do pałacyku. Wyszedłem jeszcze na balkon zapalić
cygaro, które zawsze pomagało mi usnąć. Ale to co
zobaczyłem wówczas zostało wryte w moją pamięć w
sposób tak niemożliwy, że zawsze ilekroć sobie to
przypominam czuję się chory.
Coś biegało po okolicy równie sprawnie jak psy, które
tutaj hodowano. Nie przypominało jednak ratela, w
żadnym wypadku. To miało wygląd człowieczy, na dwóch
nogach z piruopuszem i pokryte futrem było to
stworzenie. Zastygłem. Stanąłem za poręczą drewnianą
do jednej z balustrad, za którymi czułem się bezpiecznie.
Ale to coś przyszło spoza obozu. Nie wiem co to było. Ale
na drugi dzień wszystko miało się wyjaśnić. Wstałem
wcześnie rano. Ogłoszono iż wezyr był w nocy i odpędzał
złych przybyszów, aby przebłagać wielkiego borsuka
zbożowego ratela. Sprawa ta dalej nie dawała mi spokoju.
Kilka tygodni później byliśmy w jednej z wiosek na
zachodzie. Tam zastaliśmy ludzi bladych i wylęknionych.
Ponoć innych jeszcze jakiś zwierz pojawiał się i znikał w
miejscach zakazanych.
Nikt nie mógł zidentyfikować tych tropów. Wezwano
więc stacjonującego w Duszanbe, sławnego
środkowazjatyckiego tropiciela zwierząt i byłego
mieszkańca tajgi, rosjanina Jertina Vitalajeva. Przybył
razem z dwoma rodzimymi tropicielami. Porównując
własne sporządzone odlewy i konsultując się z lokalnymi
tropicielami, wiedziano już co i jak. Wielka kuna
turkusowa, straszny drapieżnik powrócił na dawno
zamieszkane tereny.
- Czy jest szansa, aby ująć to zwierzę? – zapytałem
niespokojnie.
74
- Panie, będziemy się starać. Kunę wysyłam za grube
dewizy do menażerii zwierzęcej Aprala w Lyonie - Wyznał
Vitalajev.
Współpracował on z handlarzem zwierząt Lucasem De
Leiof, francuskim dygnitarzem i łowcą grubego zwierza.
Schwytał on między innymi jako jedyny małe bardzo
rzadkie słonie z buszu afrykańskiego oraz ponoć nie
widział na własne oczy lwa quenslandzkiego.
W owym czasie byliśmy także na stepach. Szukaliśmy
za łąką dziwną gniazd rzadkiego ptaka dropiowego. Jak
nam wyjawił lokalny wędkarz i zapalony obserwator fauny
w jeziorze nieopodal o nieznanej nam nazwie, żyły także
ryby niespotykane nigdzie indziej.

--------------------------------------------------------------------
WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE 2013.
KONTAK Z AUTOREM W SPRAWIE CAŁEGO MANUSKRYPTU NA thomasquatl at gmail.com


 Profil 
 
 Temat postu: Re: Enigmatyczne zwierzęta ze wzgórz Ałyn-Kadżyk
PostWysłany: 09 Maj 2015, 16:47 
Doświadczony
Doświadczony
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Lip 2010, 14:43
Posty: 739
Ciekawe, zwłaszcza że większość opisywanych tam zwierząt jest tak naprawdę "normalna". Duży zając, jakieś kozły o nietypowym umaszczeniu, łasice żyjące w grupach mi osobiście kojarzą się z surykatkami.


 Profil 
 
 Temat postu: Re: Enigmatyczne zwierzęta ze wzgórz Ałyn-Kadżyk
PostWysłany: 11 Maj 2015, 17:06 
Redaktor
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Sie 2006, 12:00
Posty: 847
witajcie badacze,

Opowiadanie opiera się w rzeczy samej na hipotezie "hidden forms". Materiał jest skompilowany w tonacji "adventure fiction". Jestem zupełnie pewny, że jakieś zwierzęta, będące obiektem badania kryptozoologii i historii naturalnej, podobne do opisanych w tem sprawozdaniu istnieją na tych ziemiach. W dalszym ciągu są nieznane dla badaczy-przyrodników. Wiedza ludowa może wyjaśnić ich pochodzenie i ulokować je na stałe w historii naturalnej.
.Quatl Pietrzak


 Profil 
 
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz [ 3 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:



cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group